+V Bieg Trzech Jezior Trzemeszno 2007 |
17.02.2007 r. |
Operacja BTJ
Nasz wesoły autobus wystartował już o 15.00 w piątek. Aby tradycji stało się zadość zaopatrzeni w napoje izotoniczne i przekąski wysokokaloryczne brutalnie zawładnęliśmy tylną częścią pojazdu.
W porównaniu do zeszłorocznego wyjazdu delegacja Galerii znacznie się powiększyła, gdyż do Akcji Trzemeszno przystąpiło tym razem aż 11 członków naszego klubu choć w kuluarach mówi się, że raczej 12 a niektórzy już nawet twierdzą, że 14.
Długa droga do Wasylewa upłynęła nam bardzo szybko i w wesołej atmosferze. Zapisy i weryfikacja w Trzemesznie nastąpiła sprawnie, prawdę mówiąc to w zasadzie po znajomości. Ta nadzwyczaj sprawna organizacja sprawiła, że około 20.00 został nam tylko ostatni etap podróży na miejsce noclegu do OSiR Gołąbki, gdzie czekała na nas pyszna kolacja z namiastką pasta party i weselem za ścianą.
Po kolacji udaliśmy się do domków letniskowych na kwaterunek. I tu znów zadziałaliśmy bardzo szybko obejmując władzą absolutną 2 domki. Po krótkim rozpoznaniu terenu rozpoczęliśmy akcję zwiadowczą połączoną z nawadnianiem organizmu i konserwacją formy w wyniku której okazało się, że niektórzy członkowie KB Galeria są dalekimi członkami rodziny pary młodej, której to wesele odbywało się na ośrodku. To oczywiste pokrewieństwo zauważyli także goście, którzy zaprosili przedstawicieli naszego klubu do odtańczenia symbolicznego oczepinowego "Białego Misia". Gdy błyskały flesze dla uwiecznienia dalekiego wujka i cioci, których rodzina nie widziała od chyba 20 lat, źli ludzie wezwali tajnych agentów, którzy przekonali nas jednoznacznie, że jutro trzeba biegać a co za tym idzie należy udać się do domków na zasłużony wypoczynek.
Co to było za szczęście, że zabrałem śpiwór. Plus 12 C to nie jest tyle ile lubię mieć w sypialni, ale cóż to jak biegało się nawet przy minus 27 C. Twardym trzeba być.
Dalej wszystko odbyło się błyskawicznie. Pobudka, wymiana doświadczeń z Pyskatym, śniadanie, kawka, rozgrzewka (widziałem jezioro!), fotki przed walką i bieg. Cóż tam się działo. Na starcie ponad 600 osób, pogoda idealna, trasa ciekawa i wymagająca. Każdy dostał bez kaucji czarny chip do pomiaru czasu a na mecie piękny medal, kalendarz PSB, piwko, grochówkę, herbatę i chleb ze smalcem. 
Na odrębną pochwałę zasługuje Gosia, która prowokacyjnie zapomniała obuwia tylko po to aby zrobić serwis nam foto. Dzięki
Jak się okazało na mecie, nocne akcje podniosły naszą formę i wielu z nas ustanowiło rekordy życiowe oraz indywidualne najlepsze wyniki na trzemeszyńskiej trasie.

Po biegu odwiedziliśmy jeszcze halę w Trzemesznie, gdzie z rąk Wasyla otrzymaliśmy pamiątkową blachę za rozkręcenie imprezki. Po czym dokonaliśmy zakupów sprzętowych i udaliśmy się w wesołą podróż powrotną do stolicy. Warto zaznaczyć, że po drodze z Gołąbek do Trzemeszna, mówiąc kolokwialnie ktoś się do nas dosiadł. Ów gość przedstawił dość oryginalne recepty na to jak połączyć ze sobą warzywo i pieczywo z czego wyszła nic więcej jak niesmaczna mizeria. Gościu prosimy nigdy więcej bo będziemy bić.
Do Wawy dotarliśmy po Bożemu na 21.00. Bardzo zadowoleni - bez wyjątku.
Misiek