+Bieg im. Staszica 10 km Brody
13.08.2006 r.

10 kilometrów w Brodach

13.08.06' wraz z Wojtkiem i Andrzejem pojechaliśmy na zawody do Brodów. Podróż minęła szybko i ciekawie. Jadąc przez Iłżę zobaczyliśmy ruiny starego zamku położonego na wzgórzu nad miastem. Ponieważ do zawodów, które rozpoczynały się dopiero o 14.00 zostało sporo czasu postanowiliśmy zrobić postój.

Zamek wraz z wieżą zbudowano w 1340r. Niestety został zniszczony przez Szwedów, a potem w XIX w. przez pożar. Obecnie pozostała po nim cylindryczna wieża, na którą weszliśmy aby podziwiać piękne widoki oraz resztki murów zamku dolnego i fortyfikacji bastejowych. Po zrobieniu paru fotek zadowoleni udaliśmy się w dalszą drogę.

Na miejsce dotarliśmy półtorej godziny przed startem. Dla mnie było to dużym przeżyciem. Ostatnio podróżowałam z Dżastin...;) Niewtajemniczonym wyjaśnię, że z Justyną zawsze jesteśmy pięć minut po, ale i tak dajemy radę !!! Zaproponowałam zrobienie rozgrzewki na stadionie. Żeby było oryginalniej pierwsze okrążenie przeszliśmy i dopiero w czasie drugiego zmusiliśmy się do bardzo lekkiego truchciku. Od początku czułam się dziwnie. Po dziesięciu minutach padliśmy, więc stwierdziliśmy, że czas na rozciąganie. Nie ma co! Mocna z nas ekipa !!!

O 14.00 wraz z osiemdziesięcioma innymi zawodnikami stanęliśmy na linii startu. Trochę się zdołowałam myślą, że zaraz mam biec dziesięć kilometrów. To był naprawdę dziwny dzień. Może pechowy, bo trzynasty. Usłyszeliśmy strzał i ruszyliśmy. Na początku biegłam z AnKą. Po trzecim kilometrze okazał się mocniejszy i mnie zostawił. Pamiętam, że bardzo tęskniłam;) i mimo totalnego braku siły i bólu poszczególnych partii mięśni postanowiłam go dogonić. Udało się na dziewiątym kilometrze. Spotkanie było pozytywne i dało mi power'a. Mimo, że nogi miałam jak Pinokio zmusiłam się do szybszego tempa i ostatni kilometr przebiegłam w 4m 10s. Czas (bez komentarza) - 49min. 09s. Tuż po mnie jak burza wpadł na metę Andrzej - 49min. 50s, a troszkę później, z dobrego serca kontrolując tyły Wojtek - 57min 59s. Dostaliśmy bardzo ładne duże medale, dyplomy i karteczki na jedzenie.

Po solidnym posiłku udaliśmy się w stronę sceny, gdzie miało odbyć się wręczanie nagród. Ku zaskoczeniu wszystkich w pewnym momencie na scenie pojawiło się osiem identycznie ubranych pań w wieku mojej prababci. Trzymały się super! To było dopełnieniem mojego udanego dnia. Marzyłam o tym, żeby przez czterdzieści minut słuchać śpiewanego na cztery głosy Serduszka w rytmie cza cza itp. hitów. Na szczęście potem wbiegł na scenę taneczny zespół małych dziewczynek. Szybko ożywiły atmosferę, która zaczynała przypominać profesjonalną stypę. Naprawdę dobrze tańczyły!

W końcu doczekaliśmy się wręczania nagród. Z moim wspaniałym czasem zajęłam piąte miejsce. Dostałam duży puchar i torbę podróżną. To było najdłuższe w moim życiu wręczanie nagród. Skończyło się o 18.00.

Zabierając naszego przyszłego Galernika Krzysia Przybysza udaliśmy się w drogę powrotną. Chłopcy namiętnie uzupełniali płyny;), a ja jak zwykle nic. Myślę, że swoim samopoczuciem i tak ich przebiłam. Czułam się jak po najcięższej imprezie w życiu.

Jednak mimo tego wszystkiego mam świadomość, że zawody były bardzo dobrze zorganizowane. Za pierwsze trzy miejsca wręczano nagrody pieniężne. Przyjechali super zawodnicy z Kenii i Rosji. Polak zajął dopiero siódme miejsce. Wprawdzie rozdanie nagród mogłoby przebiegać trochę szybciej, ale ogólnie organizatorzy spisali się bardzo dobrze. Zastrzeżenia i uwagi mogę mieć tylko do siebie.

Bieg w Brodach polecam za rok!

*Gazela*