+Skierniewicka 15 |
10.06.2006 r. |
Skierniewicka 15
Dnia 10.06.06'o godz.10.00 Dżastin, ja, Tomir, Andrzej Balcerzak i Piotrek z Reeboka wyruszyliśmy na zawody do Skierniewic.
Niestety nieświadomie wybraliśmy wolniejszą trasę przez Sochaczew, na której nie można było rozwinąć odpowiedniej prędkości. Ponieważ była sobota, a ostatnio w weekendy organizuje się coraz więcej imprez sportowych, co oczywiście godne jest pochwały, natrafiliśmy na rajd rowerowy kierowany przez policję. Jednak tym razem widok ten wywarł na nas wrażenie odmienne niż zazwyczaj. Nie podziwialiśmy rowerzystów. Mieliśmy chęć ich rozjechać! Przez nich pojawiły się pierwsze poważne wątpliwości czy zdążymy na start. Poziom adrenaliny raptownie wzrósł. W końcu udało nam się ich wyminąć i pełni niepokoju co chwilę zerkając na zegarek jechaliśmy dalej.
Około 11.40 znaleźliśmy się w Skierniewicach. Odetchnęliśmy z ulgą. Zostało 20 min do startu. Uważaliśmy, że przy pomocy miejscowych na pewno zdążymy nad Zalew Zadębie skąd mieliśmy wystartować. Niestety nic nie przychodzi łatwo. Mieliśmy pecha! Każda osoba zapytana przez nas o drogę okazywała się niezwykle bystra.
Pierwszy mocno zdezorientowany mężczyzna stanął jak wryty, potem odsunął się parę kroków i z bardzo przerażoną miną dziękując Bogu za zielone światło uciekł na drugą stronę ulicy. Andrzej wierzy w ludzi więc nie był zdziwiony zachowaniem młodego człowieka. Szybko zdiagnozował, że pewnie jest chory itp. Jednak wg mnie jego zachowanie było wywołane odległością i prędkością z jaką przybył na Ziemię.
No cóż...nie można się poddawać! Stojąc na światłach odkręciliśmy szybę i pomachaliśmy do kolegi w samochodzie obok. Kiedy w końcu nas zauważył zadaliśmy mu to samo wydaje się proste pytanie Jak dojechać nad Zalew Zadębie? Gość był wyraźnie zdziwiony. Powoli zdjął ciemne okulary i patrzył na nas. Najdziwniejsze było to, że po 2 min nadal na nas patrzył... Gdy powtórzyliśmy pytanie po raz piąty niespodziewanie pojawiła się odp. - Na Grójec. Troszkę opadły nam ręce. Zakręciliśmy szybę żeby już go nie męczyć.
Myślę, że w tym momencie w życiu Andrzeja nastąpił przełom i jego wiara w ludzi zminimalizowała się do 0! Ja z Dżastin złapałyśmy tak mocną i zaawansowaną głupawkę, że chyba ciężko było jej prowadzić, a ja popłakałam się ze śmiechu. Tomir ze spokojem stwierdził, że taka odpowiedź musiała paść. Przepływ myśli tego człowieka był tak wolny, a IQ tak obniżone, że nie powinniśmy spodziewać się prawidłowej odp. Mówi się do 3 razy sztuka i tak też było. Kolejna osoba o dziwo zrozumiała pytanie i wskazała właściwą drogę. Po zaparkowaniu zostało nam 5 min do startu. Dzięki nam zawody zostały opóźnione o ok. 10 min.

Już wiedzieliśmy, że nic nie stanie na przeszkodzie i zaliczymy kolejny bieg. Przetruchtaliśmy na linię startu. Po chwili usłyszeliśmy strzał i ruszyliśmy. Padł rekord - 72 zawodników. Trasa nie była łatwa. Podłoże trochę żwirkowate, słońce, a miejscami silny wiatr w niesprzyjającą stronę. Pomagało picie i gąbki rozdawane co 5 km. Za to teren bardzo majestatyczny - 3 rundki koło pięknego Zalewu.
Najwięcej trudności sprawiło mi ostatnie okrążenie,ale cieszyłam się że dobiegłam do mety. Czas 1g 14min. Tomir (1g 07min) już dawno ukończył bieg więc aby się ochłodzić pobrodziliśmy po wodzie. Mimo nieprzyjemnego mułu była to super regeneracja. Potem poszliśmy na kiełbaski z grilla tudzież chleb z keczupem i czekaliśmy na Dżastin. Uśmiechnięta wpadła na metę z czasem 1godz 38 min. Myślę, że jej należą się największe gratulacje! Zaliczyła swoją pierwszą 15-tkę w życiu!!! Dodam, że Tomir i Andrzej wykazali się bardzo szlachetną postawą. Kiedy Dżastin troszkę zwątpiła w sens kontynuowania biegu, koledzy poprowadzili ją i nie dali zejść z trasy!
Następnie przebraliśmy się i poszliśmy na losowanie nagrody głównej czyli roweru. Niestety nie mieliśmy szczęścia, ale humory nadal nam dopisywały. Wypatrzyłyśmy z Dżastin przystojnego i szybkiego biegacza. Nasza wrodzona nieśmiałość nie pozwoliła nam do niego podejść. Za to Tomir poproszony przez nas nie miał z tym problemu. Myślę, że dla części żeńskiej informacja o posiadaniu w Galerii tak chętnego do pomocy zawodnika może być istotna w przyszłości.
Rozbawieni udaliśmy się w drogę powrotną do W-wy. Tym razem zmieniliśmy trasę na szybszą i na miejscu byliśmy ok. 16.00.
Wyjazd uważam za bardzo udany! To moja trzecia Skierniewicka 15.
Polecam za rok!!!
Gazela