+Półmaraton Rejów |
19.08.2007 r. |
Półmaraton Rejów Skarżysko - Kamienna
Dawno nie biegałam na zawodach, a to zawsze okazja nie tylko do sprawdzenia się, ale też do poznania nowych ludzi, spotkania starych znajomych i wspólnych przeżyć na trasie. Wybrałam Półmaraton Rejów w Skarżysku-Kamiennej. Niezbyt daleko, dobry dojazd, trochę wysokie wpisowe, ale sporo nagród i niespodzianek do losowania.
Jadę PKS-em. Kierowca opóźnionego autobusu trzyma się przepisów i nie chce zatrzymać się bliżej miejsca startu. Razem z nowo poznanym, sympatycznym, młodym biegaczem z Bielan, imiennikiem naszego Rumiego, łapiemy taksówkę. Na miejscu niespodzianka: spotykam Słonika, Danilo, potem Tomira, a na trasie jeszcze Krzysia. Spikerkę prowadzi bezkonkurencyjny Wasyl.
Czuję się jak gwiazda, bo na każdej pętli wykrzykuje moje nazwisko i przynależność klubową. Na początku biegnę lekko. Jednak słońce i niewielkie podbiegi dają się we znaki - po połówce trochę słabnę. Około 15-go kilometra ktoś mnie woła po imieniu, a raczej wrzeszczy jak opętany. To Mel jadąc w góry postanowiła zahaczyć o Skarżysko. Ta dziewczyna promienieje entuzjazmem i niewyczerpana wprost energią, którą obdarza na prawo i lewo. Od razu czuję przypływ sił. Ostrożnie, musi wystarczyć jeszcze na parę kilometrów.
Postanowiłam nie dożywiać się żelami i izotonikami - nie lubię ich. Piję tylko małymi łyczkami wodę na punktach i używam gąbek. Wreszcie widzę metę. Niestety, w końcówce pozwalam wyprzedzić się dwóm zawodnikom. Liczyłam na nieco lepszy czas, ale udało mi się zająć 3-cie miejsce w kategorii. Dostaję olbrzymi puchar i niewielką kasę. Słonik wylosował telefon komórkowy - jemu na pewno się przyda! Atmosfera była świetna, koszulka ładna. Minusem były warunki sanitarne - koedukacyjne szatnie i prysznice i jak dla mnie trochę za ciężkie jedzenie po biegu (tradycyjna grochówka i bigos). Ale słodką bułkę zjadłam z apetytem. Dzięki uprzejmości Danilo powrót był komfortowy i pod sam dom.
and