+Maraton Poznań
15.10.2006 r.

Misja Maraton

7 Poznań Maraton - 15 października 2006r.

Na maraton w Poznaniu wyruszyła ciemnym niedzielnym przedświtem (tuż po godzinie 4) ekipa Galerii w składzie: Pierwszygal, Dżastin, Gosia, Tomir i piszące te słowa Ania mc.

Droga autostradą pewnego Pana - Jana K. była wesoła.
Kierowniczka naszej wyprawy Dżastin wcześniej zdecydowała się na Bieg Przemysła - ulicami Poznania. Jeszcze wahała się czy pobiec maraton.
Ale dobrze zrobiła, pierwszy maraton (w Warszawie 4 tygodnie temu) jeszcze musi poczekać na to aby następny był większym sukcesem.
Pobiegła zatem 24% maratonu po niełatwej trasie poznańskich ulic i bruku tamtejszego rynku.

Przyjechaliśmy na Maltę, gdzie było centrum maratonu (start, meta, biuro i całe otoczenie organizacyjno-sportowe), w bardzo optymalnym czasie. Zdążyliśmy załatwić wszystkie sprawy organizacyjne, spotkać krajan z Warszawy i znajomych z Polski oraz przygotować się energetycznie do królewskiego dystansu.

Doskonałe warunki atmosferyczne - temperatura nieco ponad 10 stopni Celsjusza, bez deszczu i bardzo lekko wyczuwalny wiaterek (w żaden sposób nie wpływający na odczuwanie temperatury czy bieg) nieźle nas nastroiły na osiągnięcie dobrych rezultatów.

Dla mnie i dla Gosi to pierwszy start w Poznaniu, czyli za friko; jakby tak było w każdym... marzenie! PierwszyGal mający związki rodzinne z Poznaniem już tu biegł a Tomir tez biegł w Poznaniu wcześniej.

Przedsmak naszej imprezy to start Justyny na 10km o g. 10.30 - zagrzaliśmy ją na starcie. Pobiegła, a my czekaliśmy na szerokiej, jak na Poznań, aleji abp Baraniaka. Stąd był też nasz start. Ponad 2 tysiące biegaczy na starcie. Parę minut przed nami wystartowali barwni rolkarze i zawodnicy na wózkach. Mieli przemierzyć prawie (bo bez konieczności wtargnięcia na bruki Starego Miasta) tę samą trasę co my i na odcinku około 10 km, a także później rolkarze co raz mijali nas grupkami. Można mieć wątpliwości czy aby ambicje organizatorów nie przesłoniły im zapewnienia obowiązku zagwarantowania bezpieczeństwa imprezy przez zorganizowanie obu imprez - dla biegaczy i rolkarzy w tym samym czasie na tej samej trasie. Inaczej jest np. w Berlinie, gdzie rolkarze startują w przeddzień maratonu biegowego. Ale skoro wszystko przebiegło sprawnie nie można mieć zarzutu do organizatorów.

Trasa maratonu poznańskiego nie jest łatwa, składa się z dwóch pętli. Charakterystyczne jej cechy to przemierzanie centrum miasta (charakterystycznych dla ziem zachodnich kamienic), bieg po bruku Starego Rynku, dość szerokie aleje (choć uszkodzone koleinami - nawet biec po tym nie było łatwo), po trzy wzniesienia na każdej z pętli. Podbiegi nie były tak ostre, jak mogliśmy oczekiwać po opowiadaniach Pierwszego Gala. Zresztą po podbiegach były zbiegi. Wzdłuż trasy były grupki kibiców - fajnie to wyglądało: ludzie przyodziani w płaszcze, czapki i rękawiczki a tu my - biegacze w podkoszulkach i sportowych majtkach. Zorganizowano bardzo dobrze punkty odżywcze - wolontariusze sprawnie podawali produkty.

Mój bieg w maratonie jeszcze parę minut przed startem stał pod znakiem zapytania. Ból stopy pod kostką wynikający z jej lekkiego stłuczenia od paru dni utrudniał mi chodzenie. Bieganie nie było uciążliwe. A już po starcie, pod wpływem adrenaliny o bólu zapomniałam i stopa się tak ułożyła do biegu że realne było biegnięcie na czas w okolicach 3:45. Do 31 km towarzyszył i zającował mi Madach z Kabackiej Grupy Biegowej. Biegliśmy w tempie 5 - 5.20 minut na kilometr. Czasem niebezpiecznie przyspieszaliśmy.

Swoją drogą czasy na niektórych kilometrach były dość intrygujące - biegliśmy równym tempem a tu czas był inny. Wniosek - nierówno oznakowane kilometry (niektóre). Już na końcówce po 36 km tempo mi spadło, ale walczyłam z bólem do końca. No cóż to nie świat z Gwiezdnych Wojen, gdzie wymiana kończyny pozwala na skuteczną walkę. Na szczęście szybka końcówka - z górki, doganiająca mnie grupa na 3:45 oraz doping kibiców na ostatnich metrach uświadomiły mi że trzeba gnać do mety co sił.

Najciekawsze są nie tyle wyniki, ale spojrzenie na nie przez pryzmat brnięcia do przodu i wyprzedzania reszty zawodników:

Pod uwagę weźmy zatem czas i miejsce na mecie oraz skonfrontowanie obu czynników z najsłabszym i najlepszym z 10 okolicznych biegaczy obok na linii mety.

Najszybsza z Galerii: Ania mc - Anna Chmielowiec (nr 298) Miejsce 836 - w kategorii K-30 - 15
na 9,5 km 00:50:13( miejsce 1072) - na połówce 01:49:44( m. 1011), na 30km 02:36:02 (m. 923)
na mecie czas 3:43:16,
a więc skok o 61 miejsc na połówce, potem o kolejne 88 miejsc, a na końcu skok o 87 pozycji.
Obok na mecie był zawodnik, który na 9,5km miał 00:41:14 i był tam 259. Jak również zawodnik z czasem 00:53:44 na 9,5 km - miejsce 1433.

2 miejsce w Galerii: Tomir - Mirek Cisek (nr 337)
Miejsce 1181 - w kategorii M-30 - 335
na 9,5 km 00:51:07 (miejsce 1241) - na połówce 01:51:33 ( m. 1094), na 30km 02:38:46 (m. 1018)
na mecie czas 3:57:38 a więc skok o 147 miejsc na połówce, potem o kolejne 76 miejsc, a na końcu ... spadek o 163 pozycje.
Równo z Tomirem na metę wpadł zawodnik, co na 9,5 km miał czas 00:42:18 i był tam 310-ty. Ale kilkanaście sekund przed Tomirem na mecie był biegacz, co na 9,5 km miał czas 00:56:02 i był tam 1685.

3 i 4 miejsce w Galerii to PierwszyGal i Gosia. Ex equo - bowiem ten sam czas mieli na mecie.
Gosia - Małgorzata Butkiewicz (nr 273)
Miejsce 2068 - w kategorii K-40 - 14
na 9,5 km 00:57:35 (miejsce 1863) - na połówce 02:10:16 ( m. 1879), na 30km 03:20:30 (m. 2022)
na mecie czas 5:07:55
tu mamy jednak spadki a więc spadek o 16 miejsc na połówce, potem o kolejne 143 miejsca, a na końcu o 46 pozycji.

Pierwszy Gal - Wojciech Michalik (nr 1683)
Miejsce 2067 - w kategorii M-50 - 223
na 9,5 km 00:58:23 (miejsce 1894) - na połówce 02:15:42 ( m. 2041), na 30km 03:23:48 (m. 2047)
na mecie czas 5:07:55
tu mamy jednak spadki a więc spadek o 147 miejsc na połówce, potem tylko o 6 miejsc - czyli prawie nic, a na końcu spadek o 20 pozycji. Kilkanaście sekund przed nimi na metę wpadł zawodnik, który miał na 9,5 km czas 00:51:32 (czyli był tam 1290) - ten przeliczył się na siłach.

Co tam rezultaty, nie szkodzi że nikt z naszej piątki nie wylosował Fiata - impreza była świetna.

Ania mc