+Maraton w Lublanie |
28.10.2007 r. |
Spotkałem się z kolegą...
Spotkałem się z kolegą (Pierwszymgalem),
Bo kolega jest od tego,
I wypada czasem spotkać się z nim.
Siedzieliśmy w Scyzoryku...,
Słuchaliśmy muzyki
Donosiliśmy ciągle nowy zestaw piw.
Podrapałem się po skroni,
Kiedy Wasyl zadzwonił,
Mówił, że maraton jest w Lublanie.
Wyjazd ten mi się spodobał,
I nim minęła doba,
Wiedziałem , że nie powiem nie!
Niestety później nie było już tak różowo. Przy każdym większym wysiłku puchło mi kolano. Ostatni zastrzyk przeciwzapalny dostaję 10 dni przed biegiem. Kiedy już miałem zrezygnować z wyjazdu, Grzesiek ,( Wasyl), przekonał mnie, żebym jednak pojechał na Słowenię, choćby w celach turystycznych. Wiedziałem, że tak nie potrafię i pobiegnę. Ale cóż - raz kozie śmierć!
Wyruszamy w piątek wieczorem w składzie Tadziu Kraska, Grzegorz Wasyl Grabowski , Wojtek Pasek i ja. Mamy do przejechania ponad 1200km . Podróż mija nadspodziewanie szybko. Sympatyczne towarzystwo i ciężka noga Wasyla robią swoje. Mamy problemy ze znalezieniem hostelu. W końcu z niego rezygnujemy i jedziemy do Lublany w ciemno. Czysty przypadek sprawia, iż odnajdujemy nasz Hostel Azur. W podobny sposób znajdujemy biuro zawodów. Jeszcze tylko rejestracja, która przebiega bardzo sprawnie, i można zacząć zwiedzać miasto . Lublana okazuje się przepięknym miejscem. Nic dziwnego, że nazwa miasta pochodzi od słowa ljubezen, co oznacza miłość.
Dominują barokowe budowle, a nad miastem góruje zamek. Wzgórze zamkowe położone jest w zakolu Lubjlanicy. Rzeka otacza je z trzech stron, a z czwartej przekopano kanał Grubera. Większa część starówki leży na wyspie. Obecny kształt zamek uzyskał w 1511 roku, odbudowany po trzęsieniu ziemi. Z zamkowych tarasów, rozpościera się przepiękna panorama na miasto, pobliskie wzgórza i wijąca się w dole rzekę... Centralnym punktem starówki jest Plac Preserena, (narodowego poety), otoczonym barokowym kościołem i wspaniałymi budynkami secesyjnymi. Spacerujemy deptakami wzdłuż Lubljanicy i jej kanałów. Wszyscy jesteśmy zauroczeni miastem.
Docieramy z powrotem pod biuro zawodów i kibicujemy uczestnikom detskich teków, czyli biegów dziecięcych. Jest to święto biegania. Podczas humanitarnego teku dzieci biegną z rodzicami (niektórzy zaliczają start na tatusiowych ramionach). Oczarowuje nas atmosfera. Tutaj naprawdę wszyscy są zwycięzcami. Uśmiechnięte buzie dzieciaków mówią same za siebie. Pomimo, iż biegów jest kilkanaście, organizacja przebiega bardzo sprawnie.
Udajemy się w końcu do hostelu. Wszyscy padamy ze zmęczenia. Brak snu, 16 godzin jazdy i 6 godzin zwiedzania robią swoje. W nocy odbywa się koncert tenorów, na czterech chrapiących maratończyków.
Nadchodzi niedziela. Podejmuję decyzję startu wraz z Wasylem. Bieg traktujemy jako bardzo sympatyczną wycieczkę, podczas której Grzesiek robi kilkaset zdjęć. Niestety jednej rzeczy organizatorzy nie dopracowali- pogody ;-) Przez większość czasu pada deszcz, chwilami dochodzi do tego porywisty wiatr. Ale atmosfera i krajobrazy wynagradzają nam to w dwójnasób. Dwieście metrów przed metą, rozciągnięta jest mata, oraz zainstalowana jest kamera. Dzięki temu na telebimie widać biegaczy, a spiker wykrzykuje: Grzegorz Grabowski Murexin i Andrzej Karlak GALERIA ! Przy aplauzie publiczności docieramy do mety, robiąc sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcia 10metrów przed nią.
Jeszcze tylko prysznic i można udać się w drogę powrotną.
Wracam zmęczony, ale bardzo zadowolony. Maraton Lublański, jest bardzo dobrze zorganizowanym biegiem, a miasto przepięknym zakątkiem. Gorąco polecam wyjazd na ten bieg.
Na zakończenie chciałbym podziękować za umożliwienie przeżycia tej fajnej przygody i za miłe towarzystwo Tadkowi, Grzesiowi i Wojtkowi. Było bardzo sympatycznie :-))))))))) !
AnKa