+Niedzielne łosiowanie |
16.03.2008 r. |
W poszukiwaniu łosi
Zapowiadało się bardzo kameralnie, bo prognozy nie były najlepsze i pewnie z tego powodu chętnych na niedzielne poszukiwanie "zielonego łosia" (to taki łoś wielkanocny, jego marcowa odmiana) nie było zbyt wielu, tak przynajmniej wskazywały forumowe zapisy.
A okazało się zupełnie inaczej.
Umówiony jedynie z B&B byłem parę minut przed 7.00 i to już chyba czwartym czy piątym wczesnorannym, kampinoskim, niedotlenionym dwunogiem (swoją drogą to kto zdrowy wstaje w niedzielę rano, żeby stargać swoje i tak wystarczająco zmordowane przez cały tydzień ciało - po kilkumiesięcznych łosiowych doświadczeniach doszedłem do wniosku, że moje niedzielne poranne pragnienie na długie wybiegania biorą się najprawdopodobniej
z podczaszkowego niedotlenienia kulistej, wierzchołkowej części ciała, nic innego jak dotąd nie udało mi się ustalić).
Na przekór prognozie, pogoda była miodziowa. Towarzystwo, które się nie zapowiedziało zapewniło niespodziewanie miodziową frekwencję: B&B, Pierwszygal, Dżastin, frantic, Maciaszczyk (już po pierwszej pętelce), Zbyszektt i Daniel. 
Pierwsza pętla to był moment, bo relacja Dżastin z pobytu w Chinach min. mur chiński, ryksze, super szybka kolej magnetyczna, chiński dirty dancing w nocnych klubach oraz orientalna kuchnia zablokowały mi odbiór bodźców na zadanej, standardowej podczas pierwszej pętli częstotliwości, aż do samego stadionu.
Tylko pozazdrościć (swoją drogą maraton po murze chińskim to musiałoby być ciekawe doświadczenie).
Dość mokro na łosiowych, ale zaczęła się na dobre wegetacja flory. Wody na kładce całkiem sporo, tylko patrzeć jak rozpoczną się żabie koncerty. Kolejny, niedzielny, biegowy poranek dzięki poszukiwaniom zielonego łosia stał się mam nadzieję dla nas wszystkich preludium do udanego dnia, a może i całego nadchodzącego tygodnia.
Miodzio