+Półmaraton Kościan |
05.11.2006 r. |
Przez pół Polski na półmaraton!
Podróż do Kościana na II Międzynarodowy Kościański Półmaraton im. dr Henryka Florkowskiego to pomysł Dżastin i jej zasługa, bo zawiozła tam całą naszą piątkę (Gosia, Jang, MzM, and) prosto na miejsce startu.
Niedziela, 5 listopada 2006.
Gdy budzik dzwoni o 4 rano w ten mglisty, wietrzny ranek (co ja mówię, jaki ranek - jeszcze prawie 3 godziny do wschodu słońca), świta myśl, że jak na swój wiek nie jestem zbyt rozsądna. Za oknem olbrzymie, mokre płaty śniegu pokryły świat. Bajka! Ale z niepokojem myślę o czekającej nas podróży.
Jadę pierwszym metrem na miejsce zbiórki. Wszyscy punktualni, więc ruszamy. Po drodze śmiejemy się z własnego masochizmu: zrywamy się przed świtem w paskudną niedzielę i jedziemy przez pół Polski, żeby przebiec 20 km. Szaleństwo.
Podróż mija błyskawicznie. Drogi są na szczęście czarne, a im dalej od Warszawy tym mniej śniegu. Autostradą śmigamy tak, że jesteśmy sporo przed czasem. Niestety ciągle pada deszcz, co zniechęca do zwiedzania miasteczka. Nawet na rozgrzewkę nie chce się wychodzić, trochę się tylko rozciągamy pod dachem.
Poniżej umundurowani i pełni optymizmu tuż przed startem.

Biegniemy trzy pętle po ok. 7km ( w sumie 21,1). Zakrętów jest tyle, że tracę orientację i nawet na trzeciej pętli nie wiem gdzie jestem. Nie jest lekko, bo porywisty wiatr wieje chwilami prosto w twarz. Na szczęście deszcz trochę odpuszcza, a drobna mżawka jakoś nam nie przeszkadza. Biegniemy w międzynarodowym towarzystwie.
Dla pierwszych ośmiu zawodników w klasyfikacji generalnej przeznaczono nagrody pieniężne, więc imprezę ubarwili goście z Kenii, Litwy, Ukrainy i Białorusi. Nam dofinansowanie nie groziło, ale w kategoriach wiekowych ja i Dżastin zdobyłyśmy trofea w postaci kompletów do whisky. Wszyscy oczywiście, jak widać na zdjęciu zasłużyliśmy na medale.

W sumie impreza sympatyczna. Kibice, mimo pogody dzielnie dopingowali, dzieci podawały napoje, a po biegu serwowano herbatkę z miętą i kiełbaski na gorąco.
and
Nasze wyniki: