|
|
:: My o sobie
|
To było na początku lat 90-tych dwudziestego stulecia czasów nowożytnych. Rzucałem bardzo intensywne palenie - 30 ekstramocnych dziennie! I robiłem to z dnia na dzień, bez okresów przejściowych. Pozbawione nikotyny płuca domagały się jakiegoś zamiennika. Padło na bieganie. Początki były straszne, 100-metrowy trucht był nadludzkim wysiłkiem. Ale za każdym powtórzeniem dystans wzrastał i satysfakcja z jego pokonania także. Pierwszym startem (i przez 2-3 lata jedynym w roku) był Bieg Kuriera Warszawskiego Belweder - Stare Miasto, dystans 4700m. Nie muszę chyba dodawać, że zamykałem stawkę biegaczy. Potem po raz pierwszy pobiegłem "dychę" w Lesie Kabackim, w czasie około 1 godziny. Z maratonem to był osobna historia. Razem z Małgosią Butkiewicz kibicowaliśmy koledze z roku Mietkowi Pawłowiczowi, który brał udział w maratonie warszawskim. W 1993 debiutował, ale nie ukończył, zszedł na 30-tym kilometrze. W 1994 udało mu się, czekałem na niego piwem na mecie, ostatki - dla niego straszliwy kilometr - przebiegliśmy razem. I wtedy obiecałem sobie, że za rok ja też pobiegnę maraton. Było trochę treningów, (choć zdecydowanie za mało), we wrześniu 1995 roku pobiegłem w Warszawskim. Od 30 kilometra był marszobieg, w sumie czas 4:50, na mecie byłem nieżywy. Ale nie zrezygnowałem, co rok był potem Warszawski, a z czasem także inne.
Najlepsze wyniki: maraton: 3:14, półmaraton: 1:30'15", 10km: 40'18"
|
 |
|