+Harpagan 32 - Przodkowo |
21.10.2006 r. |
HARPAGAN 32 czyli wielka wtopa nawigacyjna.
Zaskoczyła mnie wielkość sali gimnastycznej w Przodkowie, była ogromna, świetnie wyposażona a zarazem stało się jasne, że dotarłem na Harpa. 2/3 podłogi sali oraz trybuny pokryte karimatami i śpiworami, w pozostałej części parking dla rowerów. Czuć klimat czegoś niepowtarzalnego, zbliża się Harpagan.
Ogrom wyzwania, oczekiwanie na ekstremalny wysiłek, zdrowa adrenalina, wszystko to zamknięte w jednej szkole, niebezpieczna mieszanka, ciężko spać, niektórym się to udaje, mi nie. Cel, wypaść lepiej niż podczas debiutu w Bożympolu.
Pierwszą pętle aż do PK7 idziemy z Michałem, wybieramy chyba dobre warianty bo zamykam pętle z kilometrażem 56 na moim GPSie. Piszę zamykam, gdyż Michał ma zły dzień, brak mu motywacji i ma problemy z odciskami, wskutek czego w drodze na PK 6 podejmuje decyzje - dziś tylko jedna pętla. I tak brawo dla niego, pomógł mi bardzo.
Pętlę kończę późno o 9:15, więc kolejne 2 punkty zaliczam marszobiegiem. Na PK 10 mam już około 45 min do 1h zapasu. Jestem zadowolony 64 km z głowy, 41 miejsce, droga na PK 11 jak po sznurku, jeszcze nadrobię trochę czasu i luźno zostanę Harpaganem. Spełni się marzenie...
I tu koniec sielanki.
Pierwsza wtopa nawigacyjna już 1 km od PK 10. Jak zwykle uwierzyłem, że musze się mylić skoro koleś, z którym rozmawiałem podczas przerwy na PK 10 skończył 3 Harpy, więc musi mi się po prostu zdawać, że najlepszy wariant jest prosto. Na dodatek skoro on i kilku innych poszli w lewo to ja nie pójdę przecież prosto.
Za górką pokazało się jeziorko, którego nijak nie chciałem tu zobaczyć, oho wtopa. Pobiegłem żeby się już więcej nie sugerować innymi ale tym razem ja popełniłem błąd, w wyniku którego karnie asfaltowałem około 3 km.
Nie jest źle, przewagę roztrwoniłem ale jestem w czasie. Wiem tylko, że następnej wtopy nie mogę zrobić. A jednak w prosty sposób gubię się, krążę wokół PK11, nie znajdując go. Po 1,5 h walki z PK 11 podejmuje trudną decyzje i włączam w GPSie funkcję go to baza, strzałka pokazuje kierunek i makabryczną odległość 14,5 km w linii prostej.
Załamuje się, zaczynam być zmęczony, muszę jednak napierać na azymut do asfaltu bo kompletnie nie wiem gdzie jestem. Po 2 km przedzierania się przez pola, lasy, pagórki i rowy melioracyjne docieram do asfaltu a nim 3km do drogi głównej skąd mocno zmęczonego do Przodkowa zabiera mnie przypadkowy kierowca, dzięki.
A miało być tak pięknie...
Jeszcze będzie...
Misiek