+Bieg Powstania Warszawskiego
28.07.2007 r.

Nocny Bieg Powstania Warszawskiego

Piasku, pamiętasz? Wisło, przepłyniesz
szorstkim swym suknem, po płaszczu plemion.
Gdy w boju padnę - o, daj mi imię,
moja ty twarda, żołnierska ziemio.


(Krzysztof Kamil Baczyński, Mazowsze)

Zda mi się, stoi tu jeszcze szereg - powtarzając za poetą, chłonąć można było atmosferę XVII Nocnego Biegu Powstania Warszawskiego. Bieg o niepowtarzalnym charakterze, którego nie zdołał zatrze gęsto padający deszcz, który gasił płonące znicze. Bo start nastąpił krótko przed godz.21-ą, która przy normalnej lipcowej pogodzie daje szanse na resztki słońca, a tu utonęła w ciemnych, ciężkich, deszczowych chmurach. Drogę na dwukilometrowej pętli na AWF miały oświetlać znicze, ale większość z nich zgasła wkrótce po rozpoczęciu biegu. Podniosłą atmosferę miały potęgować dobiegające ze stadionu pieśni patriotyczne, ale aż takie podgrzewanie nastrojów nie było konieczne.

O tym, że wezmę udział w tym biegu, zdecydowałam w chwili, kiedy o nim usłyszałam. Naszą historie, tą dawniejszą i to prawie najnowszą oceniać można rozmaicie. Można stawia setki i tysiące pytań. Ale są wydarzenia o których pamiętać należy i pamięć o nich trzeba podtrzymywać i przekazywać. Trochę żal, że bieg był niejako na marginesie obchodów - kilka dni przed rocznicą, wieczorem (ale te znicze, ta magia - to wymagało osłony nocy) i na uboczu (a gdyby tak nocny bieg po Starówce? Albo trasami powstańczymi?). Ale był.

Znowu Galeria była zauważalna - głównie liczebnie, bo aż siedmioro Galerników wzięło udział w biegu (w kolejności wbiegania na metę: Tomir, Gazela, Jang, ParAvion, Marcin_zwany_Misiek, Beauty&Beast, pierwszy gal), ale i dzięki warszawskim czerwono-żółtym barwom oraz, a może przede wszystkim, dzięki wynikowi Gazelki, która zajęła drugie miejsce w klasyfikacji kobiet. GRATULACJE!!! Szkoda, że deszcz zupełnie zepchnął w cień ceremonię dekoracji.

Dla mnie - ale już zupełnie prywatnie - drugim bohaterem biegu był Misiek, który kilka dni wcześniej zaproponował, że będzie ze mną biegł, żebym złamała 50 minut. I twardo się trzymał swojego postanowienia, mimo mojego marudzenia, że już nie mogę, że nie dam rady, że mokro, zimno i tak dalej. Zresztą, tak bardzo nie marudziłam, bo nie miałam siły. I gdyby nie to, że dystans okazał się faktycznie ciut dłuższy od 10 km (wg różnych GPS-ów, pętla miała nie 1900, tylko pełne 2 km a nawet 2050, co razem z dobiegiem dawało jakieś 10,3 - 10,5 km) - pewnie bym te 50 złamała. A na ostatniej pętli dodawałam sobie sił recytując w głowie wiersze Baczyńskiego - Mazowsze, Rodzicom, Niebo złote i Elegię o chłopcu polskim (a raczej te ich fragmenty, które pamiętam i które wciąż mi się plączą po głowie) - i to był też mój zupełnie osobisty hołd dla niego i tysięcy młodych ludzi, którzy wtedy odeszli (I po co wiara taka dziecinie? Po co dziedzictwo jak płomieni dom? Zanim dwadzieścia lat minie - umrze mu życie w złocieniach rąk...).

I w gruncie rzeczy mniej istotne było to, że dystans był dłuższy, że padało, że dyplomy poniszczyły się w deszczu, że koszulki były tylko w rozmiarze XL. Ważne, że taki bieg był i że wzięło w nim udział ponad 200 osób. I że byliśmy wśród nich. I będziemy w kolejnych Biegach Powstania Warszawskiego. Żeby pamiętać.

B&B