+III Maraton Bełchatów |
23.06.2007 r. |
III Maraton Bełchatów
Plan był prosty. Pojechać, pobiec i niczym się nie martwić. Tak też zrobiłem. Cała wycieczka zaczęła się o godz. 6.00 jak wyjechałem spod bloku pod SGH skąd zabrałem umówionych kolegów (Wasyla i Kubę Kumocha). Droga do Bełchatowa przebiegła na ciekawych rozmowach i czyhaniu na policyjne patrole, których było aż pięć na 160 km trasie.
O ósmej z hakiem dotarliśmy szczęśliwie do miejsca zapisów. Odebraliśmy numery, przebraliśmy się a następnie ok. 9.30 truchtem całą kolumną biegaczy, udaliśmy się do Centrum miasta na uroczysty start. O 10.00 zaczęło się. Plan ponownie był prosty. Pierwszą połówkę pobiec mniej więcej 1:45 - 1:50 potem dowlec się jak najdalej tym tempem i potem się martwić. Realizacja tego prostego planu okazała się zabójcza gdyż trasa w Bełchatowie nie jest raczej trasą na życiówkę (no chyba, że ktoś debiutuje :)) a na zajeżdżenie. Określił bym ją jako wymagającą z dwóch względów, po pierwsze jest mocno pagórkowata, po drugie maraton odbywa się w terminie, w którym to nie bez znaczenia jest silne promieniowanie słoneczne, które to potrafi przecież złamać nawet najtwardszych. 
fot. Wasyl; www.maratonczyk.pl
Jak to zwykle bywa podjąłem się ataku na życiówkę i pierwszą połówkę pobiegłem w 1:47 czyli 6 min szybciej w porównaniu do tempa na mój dotychczasowy najlepszy wynik. Mijając 22 km wiedziałem jednak, że się nie uda i że natychmiast należy zwalniać bo ukończenie zabawy wisi na włosku. Jak pomyślałem tak i zrobiłem. Odtąd zacząłem się przyglądać bliżej trasie, która jest naprawdę ciekawa. Na mnie wielkie wrażenie sprawiła mieszanka krajobrazów leśnych i przemysłowych. Bardzo wymowny jest ośrodek wypoczynkowy nad zbiornikiem, w którym gromadzona jest woda do chłodzenia elektrowni. Z jednej strony las, hotel, plaża, domki i sprzęt pływający a z drugiej największa polska elektrownia, wszystko zupełnie jak z socjalistycznych plakatów.
Największy kryzys przeżyłem na 26 km, gdy zaczęły się bóle brzucha, po raz kolejny zatrułem się żelem energetycznym Aptonia. Mimo to dziarsko dobiegłem sobie do 30 km gdzie był specjalny punkt odżywczy z piwkiem i kawą a potem zacząłem uprawiać tak zwaną technikę naprzemienną, ze wskazaniem na marsz i tak do 41 km, na którym to skojarzyłem, że mam 6 min do 4h. Należało więc powalczyć o złamanie tej magicznej granicy i udało się. Ostanie 1,2 km zrobiłem w 5:30, szybko. META 3:59:36! Jestem wykończony.
Wszystkim, którzy nie byli jeszcze w Bełchatowie, polecam ten maraton ze względu na ciekawą trasę, duże zaangażowanie organizatorów oraz mieszkańców oraz niepowtarzalną atmosferę.
Misiek