+Anińska siódemka
07.07.2007 r.

Anińska siódemka

Anińska siódemka, czyli czemu w sobotę wstałam przed szóstą...

I to sporo przed szóstą, bo o szóstej właśnie odpalałam yototkę i wyruszałam w trasę. Trasa prowadziła z parkingu, na który wcześniej trzeb było dojść, Trasą Toruńską do Przasnyskiej, gdzie odbierałam Prezesa (przyjechałam przed czasem) , Okopową, Aleją Solidarności, Grochowską, Traktem Lubelskim... W każdym razie o 6:57 zaparkowałam na łące przykościelnej w Aninie (tak mi się przynajmniej wydaje, że to był Anin). Zaparkowałam obok Miodzie, z drugiej strony stanął MzM, obok stało co najmniej kilkanaście innych samochodów, deszcz siąpił, wiatr wył jak w listopadzie, a ja ściągałam dżinsy, zakładałam krótkie spodenki i szłam odebrać numerek. W doborowym towarzystwie szłam...po tej mokrej łące o 7:07 siódmego lipca 07: ja, and, Pierwszy, AnKa, Miodzio, MarcinzwanyMisiek.

O 7:30 ruszyli AnKa i MzM na pierwszą zmianę galeryjnych sztafet. Tutaj należy się małe wyjaśnienie: Galeria zgłosiła dwie czwórki - Szybkich i Wściekłych w składzie: Miodzie (c), MzM, Rumi i Tomir - i oni mieli walczyć o pudło - oraz Piękne i Bestie, czyli And, Prezes, AnKa, i B&B - sztafeta rekreacyjna. Tuż przed startem okazało się, że Tomir nie dojedzie, zatem Szybcy i Wściekli pobiegną we trójkę, ale że już za późno na zmiany - wystartują jak czwórka. Uprzedzając fakty - pobiegli na piątkę i zajęli piąte miejsce. Gdyby wystartowali jak trójki - mieli szansę na pudło, jak nic : ale i tak byli dzielni.

Moment startu pierwszych zmian konformistycznie przesiedziałam w aucie, bo lało. Właściwe przesiedzieliśmy we czwórkę chyba, z Prezesem, And i Miodziem.

Potem deszcz zelżał nieco, przemieściliśmy się w stronę startu, tam tłumek ludzi podobnie zakręconych kłębił się pod wiatą, która chroniła przed wiatrem. Kolejni ludzie przybiegali, inni wybiegali, zmieniali się członkowie sztafet. Do Szybkich i Wściekłych dojechał Rumi, który miał pobiec na trzeciej zmianie. Pogoda nadal była listopadowa, założyłam jednak długie spodnie, bluzę z kapturem...

W Pięknych i Bestiach biegłam jako trzecia. Wybiegłam na te siedem kilometrów z kopyta, z jednym pragnieniem - nie zgubić się w anińskich lasach. Ale trasa była dobrze oznakowana, w sumie tylko dwa razy lekko się zawahałam, jak dalej biec. Po drodze minęłam jedną osobę, która wystartowała ciut wcześniej, dodało mi skrzydeł, jeszcze pociągnęłam, mały kryzys miałam na 5 kilometrze, który był piaszczysty i pagórzasty, zresztą droga całą była kręta i raczej mało asfaltowa (w sumie to dobrze dla kolan i stóp). Ale w końcu dobiegłam do tabliczki z oznaczeniem 6 km i stad już było całkiem blisko, już uliczką całkiem wygodną, jeszcze jeden zakręt, drugi, prosta, finisz - zmiana z And, brejk - godzina i kwadrans żeby nieco odpocząć, izotonik, woda, banan... (śniadania nie zdążyłąm rano zjeść).

Drugie kółeczko już nie było takie łatwe. Startowałam jakoś bardzo w tyle stawki. Miodzie już pobiegł na ostatnią zmianę, a ja ładnych kilkanaście minut później - na przedostatnią. Ruszyłam z kopyta, pierwszy kilometr - 4:30, czas bajka jak na moje możliwości, ale dalej dosłownie zaczęły się górki, nikogo na horyzoncie, nikogo za plecami... Oj, na podbiegach troszkę podreptałam zamiast biec... Na szczęście totalnej plamy nie dałam, a 200 m od mety czekali już Miodzie i Misek, ciut dalej Prezes, którzy ze mną pobiegli do samego końca, jeszcze wykrzesali ze mnie jakąś nędzną imitację sprintu. Dobiegłam, ruszyła And.

And na ostatnim odcinku miała nadprogramowy intensywny prysznic deszczowy, ale i tak na siódmym kilometrze wyprzedziła zawodnika, który biegł przed nią i dzięki temu Piękne i Bestie zajęły honorowe przedostatnie miejsce (na 20 sztafet).

Przed drugim kółeczkiem miałam pomysł, żeby pobiec jeszcze w biegu na 7 km, ale jakoś stanowczo mi przeszło. Za to w międzyczasie wrócił AnKa i postanowił sobie powetować tylko jedno sztafetowe kółeczko, startując jeszcze w biegu na 7 km. No i wystartował - złamał 35 minut, zmieścił się gdzieś w środku stawki.

A na koniec, przy rozdawaniu dyplomów i statuetek, wyszło słońce i zrobiło się całkiem przyjemnie.

Organizatorom - Aleksowi i Robertowi z Byledobiec Anin - serdeczne dzięki, po pierwsze za pomysł, po drugie - za organizację. Mimo deszczu i wiatru, było gorąco :)

B&B

Anin 7x7 - Galeria Anii


PS.
Ja niżej podpisany, składam serdeczne gratulacje organizatorom Anińskiej siódemki, za ogromny moim skromnym zdaniem sukces organizacyjny. Przyciągnąć 81 osób w sezonie urlopowym i kazać im biegać od 7 rano. Szacunek chłopaki - pomysł chwycił.
Poproszę o powtórke trochę wcześniej niż 2077, gdzie jako 98 latek raczej nie wystartuje.

Misiek